niedziela, 20 lipca 2014

Filtry, jeziorka i takie inne

Dawno, dawno temu, gdzieś w czasach gimnazjalnych, na początku każdego lata razem z moją przyjaciółką jechałyśmy nad jezioro, głównie w jednym celu - opalić się. Jak wyglądało nasze opalanie? Leżenie plackiem 9 h na słońcu. Kremy? Filtry? Po co, przecież przez to się słabiej opalimy. Czerwone, zmęczone, z piekącą skórą, ale szczęśliwe zawsze wracałyśmy do domu. Kolejny tydzień zostawiałyśmy skórę w każdym miejscu, w którym się pojawiłyśmy. 
Gimnazjum opuściłam 4 lata temu i co się zmieniło w tej kwestii? Właściwie wszystko. Może to ta świadomość, jak szkodliwe jest takie wystawianie się na słońce, a może to ta "2" z przodu zamiast "1" sprawia, że coraz bardziej przejmuję się takimi rzeczami? Nie wiem. Wiem tylko, że teraz, nie wychodzę na słońce bez kremu z filtrem SPF 50 na twarzy - przebarwienia, zmarszczki, to wszystko się pojawi, ale im wcześniej zapobiegamy, tym później to następuje. Wysokiego filtru używam też na początku lata na całe ciało, żeby uniknąć wspomnianego wcześniej spieczenia i zrzucania skóry, teraz używam już olejku z SPF15, jestem już raczej opalona, ale mimo wszystko wolę mieć tę ochronę na sobie. Nad wodą super sprawdza się też odżywka Dove bez spłukiwania - naprawdę, ten produkt mogę polecić każdemu, na mokro, czy na sucho, świetna po wyjściu z jeziora, jest tez fajnym odżywieniem dla włosów, szczególnie latem. No i to "mój produkt" haha :) Jeszcze jedna rzecz warta uwagi latem - olejek z Alterry z granatem, a właściwie z olejem z pestek granatu i z olejem migdałowym, świetnie nawilża i odżywia wysuszoną słońcem skórę.
To właściwie był dość spontaniczny wpis, bo przed chwilą wróciłam znad jeziora, i właśnie na takie przemyślenia mnie wzięło haha. 
PS: kapelusz albo czapeczka na głowie to podstawa każdego wypadu!



"Viva! Piękna na lato"


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Dove - mini relacja

Kilka dni temu przyszła do mnie wielka paka - paka pełna kosmetyków Dove! Dostałyśmy też jakiś czas temu zdjęcia z pierwszych warsztatów w Warszawie, w związku z czym przedstawiam krótką fotorelację z tego wyjazdu - już nie telefonową.
Kiedy będę straszyć w Vivie, Party itd. itd? Nie wiem. Pierwsza z nas już pojawiła się w aktualnym numerze, pozostaje więc czekać :) a póki co - kulisy!

















poniedziałek, 9 czerwca 2014

Na Łazarskim!

Wpis mało sensowny, zdjęcia w telefonowej jakości, ale mam ogromny sentyment do tego weekendu. Upalne 3 dni w Poznaniu, ale aż nie chciało się wracać do domu. Luuuuubię to miasto!







wtorek, 3 czerwca 2014

03.06.2013

Nie bez powodu w tytule stoi rok 2013. Dokładnie rok temu wyjechałam jako Au pair do Niemiec. Dlaczego poświęcam specjalnie temu notkę? Ten wyjazd miał dla mnie ogromne znaczenie i w pewnym sensie ukształtował wygląd mojego życia. Tym wyjazdem pokazałam sobie i wielu innym, że nie rzucam słów na wiatr, że potrafię wziąć sprawy w swoje ręce i poradzić sobie z przeciwnościami losu. Ten wyjazd zmienił mnie i moje podejście do życia - sprawił, że naprawdę zaczęłam myśleć, że w życiu trzeba być odważnym i samemu wyciągnąć rękę, po to co się chce, bo nic samo nie przyjdzie.
Podczas tego wyjazdu odpoczęłam i nabrałam pewnego dystansu do siebie, ułożyłam sobie mniej więcej swój wymarzony obraz przyszłości (i zdecydowanie nie jest to praca z dziećmi haha)
Jak na chwilę obecną wygląda moje życie już po au pair? Opanowałam (nie chwaląc się!) całkiem dobrze język niemiecki, dzięki czemu dostałam całkiem dobrą, jak na osobę w moim wieku z moim wykształceniem, pracę. Praca z kolei dała mi pomysły na rozwijanie siebie i plan na przyszłość, i na chwilę obecną zdecydowałam się dodatkowo podjąć studia zaoczne w kierunku z tą pracą związanym.
Jeśli o mnie chodzi, poprawiła się moja systematyczność, umiejętność zorganizowania, robię dużo rzeczy, ale w odpowiedni sposób, dzięki czemu ogarniam wszystko. Zdecydowanie jestem mniejszym pesymistą, i staram się cieszyć chwilą obecną pod każdym względem.
Może to niekoniecznie przez au pair, ale tam się to zaczęło. Praca nad sobą to coś, co daje mi satysfakcję. Ciągłe parcie do przodu. Uczę się nowego języka, ciągle rozwijając niemiecki, regularnie chodzę na siłownię i regularnie jem, a rok temu miałam z tym mały problem.
Podsumowując - w ciągu tego roku moje życie zmieniło obrót o 180 stopni, ale niczego nie żałuję i zachęcam innych do spróbowania Au pair - to może być przygoda, która zmieni Wasze życie.

jedno z moich pierwszych zdjęć w pokoju w Bochum

Moje poddasze w Bochum, które uwielbiałam.

I moja piwnica już w Castrop-Rauxel. Kto zgadnie ile przytyłam przez te 7 msc? ;)

i coś aktualnego ;)




czwartek, 29 maja 2014

ArtRave: The ARTPOP Ball Tour

Jak tylko jesienią pojawiły się pierwsze zapowiedzi trasy promującej nową płytę Lady Gagi "ARTPOP" (wydana właśnie jesienią), czekałam z niecierpliwością na pierwsze daty i miejsca jeśli chodzi o Europę. Mieszkam przy granicy, do Berlina mam 80-100 km, takiej okazji nie można przepuścić! Niestety, gdy ruszyła sprzedaż w lutym, nie mogłam sobie na to pozwolić, bo dopiero zaczynałam pracę i tak dalej. Gdy jadąc do Berlina przejeżdżałam obok O2 Arena, płakać mi się chciało na myśl, że mnie tam nie będzie.

Dzisiaj, trzymając bilet w rękach, nie mogę uwierzyć, że spełnię swoje kolejne, wielkie marzenie. Ktoś może powiedzieć, że mam mało ambitne marzenia, ale - who cares? Udało mi się kupić bilet w maju, i jadę 09.10. do Berlina na koncert Mother Monster. Jeszcze całkiem do mnie nie dotarło, ale z pewnością zacznę to odczuwać zdecydowanie intensywniej na miesiąc przed samym koncertem. Teraz mogę powiedzieć tylko jedno: NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ!!!!






środa, 14 maja 2014

Pasiak.. znów

Jak pisałam wcześniej, moją krótką wizytę w Warszawie podsumowałam krótkimi zakupami. Korzystając z okazji starałam się raczej pochodzić po sklepach, których nie mam u siebie - czyli po wszystkich haha. Tak więc w moje ręce wpadł kolejny pasiak. 
Paski potencjalnie powinny poszerzać, pogrubiać, i ogólnie dziwne rzeczy z sylwetką robić. Ja uwielbiam je nosić na górze, i na dole, pionowo, poziomo. Jest to tak klasyczna i prosta rzecz, z którą można robić wiele rzeczy, zależy od gustu, humoru czy zawartości portfela. Tym razem w moje ręce wpadła idealna, pasiasta sukienka z Zary. No, byłaby idealna, gdyby nie słaby materiał (porwała się tego dnia, gdy ją pierwszy raz założyłam.. ale mama naprawi), ale przeżyję to jakoś. Jej krój wynagradza wszystko - bo chyba nie ma takiej figury, która źle wyglądałaby w dziewczęcej, rozkloszowanej sukience. 
Kupiłam też dość ryzykowną rzecz, o której myślałam od dłuższego czasu. Białe buty w szpic - są tak brzydkie, aż ładne? Tutaj chyba diabeł tkwi w detalach takich jak ostrość szpicu, obcas, wykończenie, bo w przypadku tych butów cienka, oj cienka jest granica między kiczem - a czymś naprawdę dobrze wyglądającym. Ja wybrałam opcję "płaski obcas" bo wiem, że szpilki leżałyby w szafie całe wieki. Jeśli już mam założyć wysokie buty np. do pracy, zdecydowanie preferuję słupki/koturny. 
W każdym razie, w nową sukienkę wystroiłam się na komunie mojej siostry. Pogoda niestety nie sprzyjała mi i każdy mógł tego dnia zobaczyć moją halkę (na szczęście, tylko halkę). Myślę, że mimo wszystko nie wygląda to tak źle.