sobota, 15 kwietnia 2017

Moja przygoda w "Milionerach"

Przy okazji Świąt Wielkanocnych, gdy mam chwilę przerwy od pracy i moich codziennych zajęć, postanowiłam się rozliczyć z czymś, co będzie się za mną ciągnąć prawdopodobnie jeszcze przez długi czas, a co zapewne interesuje wielu ludzi - czyli tzn. moja wielka przygoda w "Milionerach".

Tak, 2 tygodnie po emisji zdjęłam aparat ortodontyczny..

Zaczynając od początku, odpowiadając na pytanie "JAKIM CUDEM????" - zgłosiłam się poprzez zwykły formularz internetowy, żadna filozofia. Mógł to zrobić każdy. Pewnego grudniowego wieczora, dojadając poświąteczne resztki natrafiłam w internecie na ogłoszenia reaktywacji programu po 7 latach. Pomyślałam, że w sumie, to mogę wypełnić formularz i pośmiać się z tego, jakie zawiera pytania (a były naprawdę... nietypowe). Wypełniłam, wysłałam, zapomniałam.
No i zadzwonili. I to zdziwienie, gdy odebrałam telefon będąc w pracy... pomijając szczegóły, dostałam się, zabrałam mamę i pojechałam na nagrania. Jak można się domyśleć, nie mogę opisywać jak wyglądało samo nagranie. Myślę, że jeśli ktoś oglądał, widział mieszaninę przerażenia, szoku i niedowierzania na mojej twarzy, gdy udało mi się najszybciej odpowiedzieć na pytania, i z rozdziabioną gębą (dosłownie) zasiadłam jak panisko na fotelu.
Obecnie na pytanie "A był stres?" dostaje ataku furii, bo generalnie jestem osobą, która do wszystkiego podchodzi z dystansem, ale... zdecydowanie nie tym razem. Właściwie to ciężko mi nawet opisać, to co się czuje w takim momencie, u mnie to był generalnie strach, że wyśmieje mnie cała Polska (co się stało), że nie odpowiem na na jakieś proste pytanie (też się stało), i że będe dziwnie wyglądać (też mogę odhaczyć jako zaliczone). Łatwo powiedzieć, że "e tam, zabawa" - może i tak, ale ja nie ukrywam, że chciałam też coś wygrać! Po to się tam zgłosiłam (no i "Milionerzy" to moje marzenie z dzieciństwa, tak samo jak "Familiada" hehe).
Pytania, szczególnie w tej edycji, rzeczywiście są banalne - nie trafiły mi się niestety perełki, typu buty Radka Majdana, ale nie ukrywam, że te pytania były łatwe. Niestety dla mnie strach przed zbłaźnieniem był na tyle duży, że jeżeli nie miałam 100% pewności, to się po prostu bałam cokolwiek odpowiedzieć. Oczywiście po samym programie miałam klasyczny ból dupy (inaczej się tego nie da nazwać), że nie zaryzykowałam i nie grałam dalej, ale może to wpływ widowni, może to samo studio i osoby wewnątrz robią takie wrażenie, a może to po prostu przenikliwe spojrzenie Huberta i to jego "ostateczne" pytanie sprawiło, że byłam tak strasznie zestresowana. A sam Hubert? Jest naprawdę fajnym gościem, który poza kulisami bardzo motywuje uczestników programu, rozmawia ze wszystkimi, nie gwiazdorzy, i sypie sucharami co chwila.
Ostatecznie udało mi się nie odpaść na pierwszym pytaniu, ale zrezygnowałam na 6. pytaniu, czyli można powiedzieć w połowie gry. I okazało się, że same nagrania nie były moim największym stresem - przyszedł czas emisji. W walentynki. Polał się hejt w internecie, a ludzie nie potrafili zrozumieć, jak można się nie interesować politycznymi aferami?! Więc można, a nawet życie wydaje się być wtedy przyjemniejsze. Całą radość z wygranej przysłoniły mi te wszystkie komentarze, i poczułam się po prostu głupia. Ale jak to bywa, hejt miał miejsce tylko w internecie, a znajomi gratulowali mi odwagi. Teraz, po upływie kilku tygodni myślę, że po prostu za bardzo się przejmowałam tym, co będą o mnie mówić inni. W każdym razie, tamten okres był dla mnie stresujący do tego stopnia, że nabawiłam się problemów z żołądkiem. Mądra Natka po szkodzie, dopiero teraz podchodzi do tego z dystansem.
Podsumowując - pierwszy raz miałam do czynienia z nagraniami w telewizji, i teraz już wiem, że zdecydowanie pozostanę przy zdjęciach. Skończyłam remont mieszkania, wysłałam prezenty dla królików w toruńskim "Azylu dla królików", a reszta nagrody czeka na wrzesień 2018. No i mogę powiedzieć, że byłam w "Milionerach".

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Fit sernik na raz!


To odkrycie było tak dobre, że aż grzechem byłoby nie przekazać tego w świat. Jest to zdrowsza wersja klasycznego sernika pieczonego, a ja jestem wielkim fanem ciast. 


pół kostki twarogu półtłustego (ok. 125g)
1 jajko całe
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
do smaku: aromat waniliowy/odżywka białkowa/stewia
(ja dodałam odżywkę KFD o smaku trufli kokosowej, niebo)
Wszystko wymieszać/zblendować na papkę i wsadzić do piekarnika na 25-30 min (przy 180 stopniach)
U mnie dodatkowo domowe powidła, ostatni słoik mi został.
SMACZNEGO!

czwartek, 26 listopada 2015

FashionPhilosophy Fashion Week Poland 12-15.11 2016

Poza zdjęciami z Zuzą Krajewską, miałam w końcu szansę zobaczyć Polski Tydzień Mody w Łodzi (jak profesjonalnie to brzmi!). Chodzi oczywiście o FashionPhilosophy Fashion Week Poland. Dzięki Carlo Rossi mogłyśmy go zobaczyć nawet od wewnątrz, bo dzięki plakietce platinum miałyśmy wstęp nie tylko do strefy VIP, ale również na backstage, na showroom, no i czekały na nas pierwsze rzędy na pokazach. Nigdy wcześniej nie byłam na pokazach mody, a sam Fashion Week w Łodzi marzył mi się od kilku lat, jednak jest zdecydowanie poza moją zdolnością finansową. W tym roku jednak udało się, i to w sposób, o jakim nawet nie mogłam marzyć. Cały wyjazd na FW relacjonowała Karolina z Stylizacje, więc miałam również okazję poznać ją i Darka, i okazali się naprawdę sympatycznymi ludźmi, dokładnie jak na ich filmach.
Co do samych pokazów mogłabym się rozpisywać i rozpisywać.. Jednak może wspomnę o moim zdaniem najlepszych i najsłabszych? Plusem oglądania pokazów na żywo, z przodu, jest widoczność każdego detalu, od szwu na płaszczu po zakrwawione stopy modelek. Najsłabszymi pokazami okazały się dla mnie te najgłośniejsze, czyli zwycięzcy Projekt Runway - Jacob Birge oraz Michał Zieliński. Jeśli chodzi o Michała, było zaskakująco.. przewidywalnie? Kolekcja marki Vandis by Michał Zieliński S/S 2016 była niemalże identyczna, co finałowa kolekcja z Projekt Runway.. te same wzory, kroje, nawet kolorystyka bardzo zbliżona. Lubię takie cięcia, ostre wzory, i chłodne odcienie, ale zdecydowanie nie w nadmiarze, drugi raz pod rząd.. Jeśli chodzi o Jacoba, kolekcja może była inna, aczkolwiek jeśli chodzi o mnie nie powalała niczym. Prościej mówiąc - nie było to ani ładne ani brzydkie. Nie było tam żadnego "WOW" ani "założyłabym", ale to tylko moje odczucia.
Najlepsze pokazy według mnie, pod względem wszystkiego - kolekcji, muzyki, energii, to zdecydowanie Viola Śpiechowicz i Natalia Jaroszewska. Piękne, kobiece projekty, energetyczna muzyka, makijaż, fryzury i cała stylizacja modelek przemawiały do mnie całkowicie. Oba pokazy po prostu 10/10.
Jestem naprawdę szczęśliwa, że udało mi się brać udział w takim wydarzeniu. Jeśli kiedykolwiek będę mieć ponowną okazję, na pewno skorzystam bez wahania.







Viola Śpiechowicz



Jacob Birge



Patryk! <3

cudowny warkocz Karoliny



Natalia Jaroszewska, finał


wtorek, 17 listopada 2015

sesja do Vivy z Zuzą Krajewską

Czasami zastanawiam się, czy to karma wraca, ciężko pracuję nad sobą, czy po prostu mam zwykłe szczęście. Od kilku lat marzyłam o tym, żeby pojawić się na polskim Tygodniu Mody w Łodzi. Żeby po prostu tam być. Wsród tych ludzi, zobaczyć prawdziwy pokaz, pokręcić się po showroomie. O pierwszych rzędach, backstage'u czy sesjach zdjęciowych nawet nie marzyłam, bo wydawało się to być raczej nieosiągalne. Ale od początku.
W mojej skrzynce ze spamem któregoś pięknego październikowego dnia pojawiła się wiadomość o konkursie organizowanym przez Vive i Carlo Rossi (oficjalny sponsor FashionPhilosophy Fashion Week Poland). Nagrodą była sesja zdjęciowa w Vive wykonana przez Zuzę Krajewską, oraz wyjazd na Fashion Week. Wystarczyło wysłać zdjęcia, więc hm, wysłałam. Zapomniałam. W międzyczasie przeprowadziłam się do Wrocławia, znalazłam nową pracę, więc nie miałam czasu nawet o tym myśleć. Jakież było moje zdziwienie, gdy w zeszły piątek zadzwonił telefon z pytaniem, czy mam możliwość przyjechać na następny dzień do Warszawy na casting. Niestety nie miałam, ale casting przyszedł do mnie, a własciwie zadzwonił na skype. Stań przodem, *klik*, bokiem *klik*, lewy profil, prawy *klik*. Odezwiemy się. I tyle.
Odezwali się w poniedziałek, wieczorem, gdy już myślałam, że po sprawie. W środę byłam już w Warszawie, 11 listopada, wśród maszerujących narodowców. Następnego dnia zaczęło sie. 12 godzin zdjęć, 4 scenerie, ubrania od projektantów występujących w Łodzi. Wieczorem wraz z pozostałymi szczęśliwymi laureatkami byłyśmy padnięte, ale efekty były niesamowite. Zresztą każdy kto chce będzie mógł to zobaczyć w Vivie od 17 grudnia.
Następnego dnia: kierunek Łódź. Tam otrzymałyśmy nasze plakietki platinum, dzięki którym mogłyśmy wejśc wszędzie : na backstage pokazów, do showroomu, do strefy Vip Carlo Rossi, no i najważniejsze: jako laureatki Carlo Rossi zasiadałyśmy w pierwszym rzędzie na wszystkich pokazach. Makijaż i fryzury robiono nam na Backstage razem z modelkami, a cały wyjazd upamiętniał dla Carlo Rossi fotograf, przez co czułyśmy się nieco "celebrycko". Spełnienie marzeń?

Podsumowując, przekonałam się już kolejny raz, że nie jest ważne co mówią inni, warto próbować, bo za którymś razem w końcu się uda. Wygrać czy spełnić marzenie. A ja mimo mojego wzrostu i figury, mogłam kolejny raz poczuć się przez kilka dni jak modelka.