niedziela, 1 grudnia 2013

Hello December

Grudzień. Nie mogę uwierzyć, że to już grudzień.
Moje ostatnie dni jako au pair mijają dość leniwie i spokojnie. Powoli wkrada się w nie świąteczny klimat - światełka, zapach ciasteczek, reklama Coca Coli w telewizji. A ja odliczam powoli dni, których zostało dokładnie 21. Co robię w tym czasie? Piekę, nudzę się, jeżdżę na kurs, czasami zajmuję się dziećmi, rozmyślam. Ale ogólnie nie mogę doczekać się tegorocznych świąt. Myślę, że każdy, kto bywa dłuższy czas poza domem (ja od początku czerwca w domu byłam niecałe 2 tygodnie - raz w sierpniu, raz w październiku) zaczyna doceniać czas spędzony z rodziną, świąteczne przygotowania i ogólnie - sam dom.
Nie pozostaje mi nic innego, jak korzystać z ostatnich dni tutaj i powoli szykować się do powrotu. Tymczasem, wstawiam kilka zdjęć z ostatnich kilku dni.







niedziela, 24 listopada 2013

Books

Na początku roku obiecałam sobie, że będe czytać więcej książek. Cóż, pierwsza połowa roku skupiała się zdecydowanie na maturze albo na tym, co będe po niej robić. Jesienią jednak znalazłam czas na książki i tak to wyglądało:

"Max Factor. Człowiek, który dał kobiecie nową twarz"
To kolejna książka biograficzna, bo takie najbardziej lubię. Co mogę powiedzieć - dla niektórych biografie są nudne, ale ja uwielbiam prawdziwe historie ludzi, którzy zmieniali świat.

Trylogia Suzanne Collins
Do tych książek w sumie podeszłam z ciekawości. Okazały się świetną trylogią, jednak najbardziej podobała mi się pierwsza część. Gdzieś w środku jestem fanką tego rodzaju książek z fantastycznymi elementami, chociaż nie każde mi się podobają (Hobbit? Zgiń). Mogę tylko napisać, żeby najpiere czytać książki, a dopiero potem oglądać film, który dla mnie szczerze mówiąc był beznadziejny.

Jackie czy Marilyn? Ponadczasowe lekcje stylu
Ta książka była prezentem, tak samo jak biografia Maxa Factora. Przebrnęłam przez nią, ale szczerze mówiąc, nie przepadam za takimi "poradnikowymi" książkami, które wydają mi się być nie wiem.. napisane w dość infantylny sposób.
 Ze zbioru ze zdjęcia została mi już tylko jedna książka do przeczytania. Mam nadzieję, że znajdę chwilę przed świętami, ale powoli zaczynam wpadać w szał przedświąteczny. Starałam się go ograniczać, ale w Niemczech trwa on praktycznie od września.. Cóż, pora najwyższa!


środa, 6 listopada 2013

Love Autumn

Taką jesień jak na tych zdjęciach właśnie kocham. Te kolory, ten klimat. Przykro mi, że październik się już skończył, to jeden z moich ulubionych miesięcy. Nie lubię listopada. Nie lubię brzydkiego przejścia między jesienią a zimą. Pozostaje jednak jakoś go przetrwać, aby później móc cieszyć się czekaniem na święta. I czekaniem na powrót do domu w moim przypadku (miejmy nadzieję, tylko tymczasowy).
Dzisiejsze zdjęcia są dość banalne, ale pokazują w dobrej jakości zdecydowanie moje ulubione rzeczy tej jesieni - must have od lat, czyli koszula w kratę, która teraz jest dosłownie wszędzie, dopasowane jeansy i botki na korku (średnio wygodne, muszę to przyznać po dłuższym użytkowaniu). Co mogę powiedzieć jeszcze.. jest to total H&M look (oprócz torebki).
Ciężko mi powiedzieć, kiedy będe mogła pokazać/napisać coś sensownego, brak czasu, brak możliwości, mam nadzieję, że z początkiem 2014 roku poprawię się. Tak, rok temu mówiłam to samo. Oj.




jeans, boots, shirt - H&M
bag - New Yorker

wtorek, 8 października 2013

instagram mix #September

Wrzesień upłynął pod znakiem dobrego jedzenia, ruchu i wydawania pieniędzy.
Hello October, please, be good!




to zdecydowanie moje ulubione buty, spodnie, koszula i torebka tej jesieni


niedziela, 29 września 2013

adidas Performance Electrify

Cały tydzień zbierałam się, żeby coś napisać, ale jakoś nie było kiedy. Wciąż korzystam z ciepłej, słonecznej pogody jaką ostatnio mam i nadrabiam zaległości książkowe.
Dziś krótko o zakupie sportowego obuwia. Nie jestem wielką fanką sportu (no chyba, że zumbe można zaliczyć do odmiany sportu), mimo wszystko staram się te 5-6 razy w tygodniu COŚ porobić. Ciężko mi określić co, bo w moich zbiorach jest już wszystko - od Chodakowskiej, przez Mel B i Jillian Michaels po ulubiony ostatnio Fitness Blender. W każdym razie, moje poprzednie, sportowe buty, kupione zostały na początku tego roku za grosze na allegro, bez większych przemyśleń, głównie na potrzeby zumby. Nie narzekałam na nie, i nadal są w dobrym stanie, ale postanowiłam zainwestować trochę więcej w porządne, wygodne buty w których nie nabawię się otarć czy odcisków. Chciałam kupić obuwie przeznaczone głównie do fitnessu, na nieco niższej podeszwie niż poprzednie (ciężej mi utrzymać w nich równowagę, a aż tak wielka amortyzacja mi nie potrzebna, bo raczej biegam mało/nie biegam). Ostatecznie, przeszukiwając zalando, natknęłam się na adidas Performance Electrify. Nie ukrywam, że wygląd takich butów ma dla mnie duże znaczenie, i nie ma się co oszukiwać - na to też zwracałam uwagę, ale te są proste, bez dziwnych wzorków (jak to bywa np z butami Asics), miłe dla oka i dla stopy. Są to buty potencjalnie przeznaczone do biegania, jednak mi odpowiadają w 100%. Jedyna ich wada, to to, że momentami mają słabą.. hm, przyczepność? Zdarza mi się w nich poślizgnąć, ale przymykam na to oko. Są wygodne, przewiewne i miejmy nadzieję, że wytrzymałe.



poniedziałek, 23 września 2013

Denim Look

Jakość zdjęć robionych telefonem jest niezbyt zadowalająca, ale co innego mogę teraz zrobić.. Myślę, że to co na zdjęciach ma być przedstawione jest całkiem widoczne, więc nie będę narzekać.
Skorzystałam ostatnio z oferty w H&M, gdzie przy zakupie dwóch par spodni za co najmniej 19.95 € druga para przeceniona jest o 50%. Tak więc zamiast 60€ zapłaciłam tylko 45€ i kupiłam też koszulę w kratę, której szukałam od bardzo dawna, i która właściwie teraz.. jest w każdym sklepie. Koszula, którą mam na zdjęciach została znaleziona dawno temu w szafie w moim domu. Widziałam ostatnio sporo jeansowych połączeń, mniej i bardziej odważnych. W moim przypadku jest to raczej bardzo spokojne, bez szaleństw, ale tak lubię najbardziej. A botki to zdecydowanie ulubione obuwie jesieni 2013 i jeden z najlepszych zakupów w ostatnim czasie.




czym byłby weekend bez kawki i czegoś dobrego <3


poniedziałek, 16 września 2013

Autumn - Trench Coat

Zdecydowanie przyszła już jesień. W ten weekend widziałam już tyle liści na ziemi, tyle kolorowych drzew i przede wszystkim - tyle deszczu, że można to już oficjalnie potwierdzić. Dość szybko w tym roku, ale w końcu mogłam wyciągnąc z szafy mój ulubiony płaszcz. Prosty, zwykły trencz kupiony rok temu na przecenie. Uwielbiam go za uniwersalność. Noszę go tez wiosną, ale zdecydowanie lepiej spisuję się jesienią, np z nowymi botkami. Nie wiem co się ze mną stało, ale polubiłam buty na obcasie. Czuję się w nich jakoś lepiej niż w sportowym bądź ciężkim obuwiu, które nosiłam do tej pory.
Ten weekend spędziłam poza domem, i zdecydowanie upłynął pod znakiem obżarstwa. Oj tam oj tam.






ależ ja lubię jeść <3


wtorek, 10 września 2013

September in Germany

Wrzesień. Nienawidziłam tego miesiąca głównie przez zaczynającą się szkołę, a zarazem uwielbiałam ze względu na zaczynającą się jesień. W tym roku pierwszy raz od tylu lat nie ubrałam białej koszuli, nie wzięłam notesu i długopisu żeby spisać plan i nie poszłam do szkoły. I co dziwne - jest mi z tego powodu smutno, czego nie spodziewałam się. Mimo wszystko, "moje" starsze dziecko w czwartek miało swoje rozpoczęcie i swój pierwszy dzień szkoły. W Niemczech wygląda to bardzo fajnie, głównie ze względu na tradycję, którą jest wręczenie dziecku na szczęście wielkiego "stożka" wypchanego słodyczami i różnymi wspaniałościami. Czasami stożki te są tak duże, że dzieci nie mogą ich unieść, jak i bylo w naszym przypadku, więc to honorowe zadanie przejęłam ja. Schultute, albo Zuckertute jest naprawdę fajnym zywczajem, i jeśli kiedyś będe mieć dzieci i będą szły do szkoły, też im coś takiego sprawię.
Dla mnie die Einschulung bylo również okazją do wystrojenia się i zrobienia makijażu haha, bo mój "dzienny" strój przy zabawie z dziećmi wygląda totalnie inaczej.





niedziela, 8 września 2013

Cosmetics: Aussie , John Frieda , Alverde

Z braku czasu i internetu po przeprowadzce (nie wiem jak długo jeszcze ten stan potrwa) staram się wykorzystać jeszcze to, co zalega gdzieś w folderach komputera. Jakoś się składa, że są to głównie kosmetyki, bo jeszcze w kolejce czekają 3 kroki Clinique, ale używam ich za krótko, żeby się wypowiedzieć więc dziś tak jak w tytule. Właściwie wszystkie zakupy były dość spontaniczne - jak zwykle poszłam do drogerii po pastę do zębów i żel pod prysznic, wróciłam z milionem rzeczy, bo "przecież było przecenione/przyda się".
Aussie, Miracle Moist Conditioner / odżywka do włosów suchych i zniszczonych
O tej odżywce w sumie czytałam trochę wcześniej na forach, ale też słyszałam od przyjaciółki, która ją bardzo chwaliła. Już w drogerii strasznie spodobał mi się zapach (cena trochę mniej, 6€ za 200 ml, gdzie zazwyczaj kupuję odżywkę z Alverde za niecałe 2,50€) więc wylądowała w koszyku. Cudowny zapach winogrona, gumy do żucia czy czegoś bardzo słodkiego na szczęście utrzymuje się jeszcze spory czas po myciu włosów. Jak działanie? Włosy rozczesują się łatwo, są miękkie i przyjemne w dotyku. Ale najbardziej podoba mi się właśnie zapach.
John Frieda, Frizz-Ease Original Serum / Serum do włosów
Właściwie John Frieda kojarzył mi się głównie z tymi szamponami/odżywkami do blond włosów, które delikatnie je rozjaśniają, ale gdy zobaczyłam to serum przecenione na 5€, postanowiłam spróbować, bo akurat nic nie miałam na końcówki, a serum jest całkiem spore. Jest ono bardzo gęste, ale również wydajne, bo nie widzę, żeby wiele ubywało, a używam po każdym myciu. Działanie właściwie ciężko jest mi określić, bo nie mam wielkich problemów z włosami, odkąd są krótkie. No, przede wszystkim nie obciążą i nie skleja, więc jest ok.
Alverde, Bronzer w kulkach
Na bronzer właściwie czaiłam się całe lato, ale ostatecznie kupiłam go gdzieś w drugiej połowie sierpnia. Nie chciałam od razu inwestować milionów, bo nigdy nie używałam bronzera, i chciałabym sprawdzić, czy będzie mi pasował, czy będe potrafiła się tym obsługiwać. Ten z Alverde jest bardzo malutki i ma przyjemne, niezbyt mocne odcienie. I akurat też był przeceniony, więc trafił do koszyka :D Łatwy w aplikacji, całkiem trwały.






niedziela, 1 września 2013

Amsterdam is always a good idea

Planowany właściwie całe lato wypad do Amsterdamu wreszcie doszedł do skutku! W sobotę z samego rano wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy. Spodziewałam się raczej brudnego, zaniedbanego miasta, jednak to co zobaczyłam bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.
Od początku jednak. Na Amsterdam nie mieliśmy konkretnych planów - chcieliśmy po prostu pochodzić po centrum, zobaczyć słynne Coffee Shopy i kanały i miło spędzić dzień. Nie pchaliśmy się samochodem bezpośrednio w centrum - zostawiliśmy je na parkingu na obrzeżach miasta, a do samego centrum dojechaliśmy metrem. Koszt jednodniowego biletu na komunikacje miejską to 5,40€ na osobę, więc jak najbardziej się opłacało. Droga z parkingu na Centraal Station to tylko 10 przystanków, więc nie trwało to zbyt długo. Gdy ostatecznie dotarliśmy pierwsze na co zwróciłam uwagę, to piękna architektura miasta. Stare, piękne kamieniczki idealnie ukazujące klimat Holandii są właściwie w całym centrum. Ze względu na wczesną porę (ok 10:00 godziny) postanowiliśmy zjeść coś na drugie śniadanie, i padło na naleśniki i kawę. Sam naleśnik, był wielkości pizzy, ale kocham naleśniki, więc co to dla mnie? Potem właściwie cały dzień do popołudnia spędziłam na przechadzaniu się uliczkami Amsterdamu, a przed obiadem udaliśmy się na "rejs" kanałami i obejrzenie całego centrum wraz z przewodnikiem. Koszt takiej wycieczki to 9€ a można bardzo miło spędzić czas. Osobiście bardzo chciałam zobaczyć Museum Madame Tussauds, ale zdecydowanie zniechęciły mnie kolejki..
Podsumowując- Amsterdam, to jednocześnie urocze miasto ze ślicznymi kamieniczkami, ale też zapełnione przeróżnymi ludźmi i unoszącym się "słodkawym" zapachem w powietrzu miejsce, które zdecydowanie bardzo mi się podobało i z chęcią wybrałabym się tam kolejny raz!